Studio nagrań Gorzów

To już druga wizyta w studiu Earthworm Records – studio nagrań Gorzów. Tym razem wracam w znajome mi kąty, jeszcze bardziej udoskonalone i dopieszczone. Zjazd do Nietoperka, kawałek lasem i wyłaniają się zabudowania Kęszycy Leśnej. Poprzedni, pierwszy pobyt tutaj to czas paskudnej, szarej zimy. Teraz są wakacje, powinno być sympatycznie.

Wita mnie spokojny uśmiech Darka, szefa tego nagraniowego zamieszania. Zaraz potem pojawia się wymiatacz gitar – Witek (pseudonim „Fałszywy Król”) i Konrad, który będzie nas realizował. Zaczyna się kilkudniowe szaleństwo, przewiduję wiele godzin każdego dnia spędzonych w piwnicy okazałego budynku, zaadoptowanej na studio nagrań. Niewątpliwie jego wnętrza, dopracowane w każdym calu dla potrzeb muzyków i ich dzieł, pozwalają się zapomnieć, stracić poczucie czasu i oddać bez reszty tworzeniu i wykonom. Nie mogę się powstrzymać, robię kilka fotek, by pochwalić się bliskim, gdzie nagrywam.

Mam kilka godzin na oswojenie się z pierwszymi nagranymi ścieżkami i napisanie tekstów. Nigdy nie wiadomo, co z tego tak naprawdę wyjdzie: będą hity, a może wielkie nic. Jedno jest pewne, Witek nie będzie przyjmował wszystkich moich wokalnych propozycji bezkrytycznie i z pokorą 😉 Adrenalina rośnie, zakładam słuchawki i poddaję się dźwiękom. Udaje im się sprowokować mnie do konkretnych wersów i wyobrażeń na temat melodii wokalnych. Pierwsze popołudnie owocuje czterema tekstami, jestem gotowa do wstępnych nagrań. Ale to dopiero jutro. Robi się późno, zakwaterowanie i odpoczynek przed maratonem nagrań.

Odrobina przyjemnej ekscytacji rano i jedziemy z koksem w Earthworms Records studio nagrań Zielona Góra. Śpiewam pierwsze kawałki, atmosfera kapitalna, mogę przemycać siebie do wykonywanych utworów, wszystko gra. Kilka godzin i mamy to. Nagrodą dla wszystkich jest wieczorny grill w uroczych zaroślach ogrodu właściciela studia, barbecue okraszone odrobiną smacznych trunków.  I tak minął dzień drugi. Na dobranoc dostaję 6 nowo nagranych podkładów. Zabieram je do łóżka, by poznać się z nimi bliżej. Zasypiam po napisaniu 2 tekstów.

Dzień trzeci, po krótkiej nocy przystępuję do zmierzenia się z dość zaskakującymi konwencjami nowych utworów. Mimo lekkich obaw, idzie nam całkiem nieźle. Współpraca z Witkiem, Konradem, a od czasu do czasu z zaglądającym do nas Darkiem (władcą EWR i wykonawcą znakomitej pizzy) przebiega idealnie, obyło się bez rozlewu krwi, wyrwanych włosów i zbyt wielkiej ilości brzydkich słów. Udaje nam się zrealizować partie wokalne do pięciu nowych songów, w tym – attention, please – jednego instrumentalnego. W nagrodę oczywiście grill – święty rytuał Witolda 1… Wcinamy kiełbaskę, sączymy co nieco, wymieniamy się opiniami na milion tematów. Urządzamy też przechadzkę po okolicy – prześlicznych terenach leśnych, gdzie wśród gąszczów kryje się jezioro. Istna sielanka, jakże zasłużony relaks po ciężkiej pracy. W końcu mamy też wakacje. Spacer znajduje finał w studyjnej piwnicy, gdzie nie odmawiamy sobie radosnych pogaduszek w rodzinnym gronie przy butelce rubinowego trunku. A potem zapada zmrok. I tak minął bardzo miły dzień trzeci.

Czwartek przeznaczony jest na dogranie gitar i poprawienie tego, co z poprzednich sesji nie do końca nas podnieca. Został jeszcze jeden wokalny utwór. Niełatwy orzech do wokalnego zgryzienia. Jednak zgryzamy. Zarysowaliśmy wstępny materiał na album-niespodziankę. Kto wie, może któraś z naszych propozycji będzie miała ciekawy ciąg dalszy? Tymczasem czas na relaks i wykorzystanie ostatnich chwil w EatrhWorm Records studio nagrań Poznań. Mocne kciuki za naszego Conrado Białego z Lublyna, który właśnie miksuje nasze poczynania.

Do zobaczenia w Kęszycy!

Gosha😉

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *